Andrzej L.: to wszystko jest wymyślone, jestem niewinny
Szef Samoobrony usłyszał dwa zarzuty w sprawie "seksafery". - Tu nic się kupy nie trzyma, to wszystko jest wymyślone - stwierdził kategorycznie Andrzej L. wychodząc z budynku prokuratury. Zapewnił, że jest niewinny. Prokuratura jednak postawiła mu dwa zarzuty.
- To jest karygodne. Prokurator postawił mi zarzuty odnośnie wykorzystania seksualnego pani Anety Krawczyk. Do żadnych zarzutów się nie przyznałem. Nie ma ani jednego świadka, który mógłby potwierdzić, że do tego doszło. Absolutnie składamy odwołanie - mówił Andrzej L. - Jakie ja miałem z tego korzyści? – pytał retorycznie.
Andrzej L. powiedział dziennikarzom, że postawiono mu dwa zarzuty: wykorzystywania seksualnego Anety Krawczyk oraz proponowania współżycia szefowej młodzieżówki Samoobrony w Lublinie.
Andrzej L. nie przyznał się do żadnego z postawionych mu zarzutów. Twierdzi, że nie ma świadków w tej sprawie. Dodał, że jeżeli nawet są, i jest to Aneta Krawczyk, to ta kobieta jest świadkiem niewiarygodnym.
- Pierwszy zarzut postawiony Andrzejowi L. to kilkakrotne żądanie i przyjmowanie wspólnie i w porozumieniu ze Stanisławem Łyżwińskim korzyści osobistych o charakterze seksualnym. Drugi zarzut dotyczy innej kobiety związanej z Samoobroną, którą nakłaniano do czynności seksualnych. Pan Andrzej L. nie przyznał się do stawianych mu zarzutów – powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury.
- Andrzej L. złożył stosunkowo mało obszerne wyjaśnienia. Odmówił prokuratorom odpowiedzi – powiedział rzecznik. Prokurator zaprzeczył jednocześnie słowom L., jakoby w ostatnim czasie nie poszerzono zgromadzonego materiału dowodowego.
Wobec Andrzeja L. zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł.
B. wicepremier Andrzej L. był przesłuchiwany w charakterze podejrzanego w łódzkiej prokuraturze okręgowej. Łódzcy śledczy chcą mu przedstawić zarzuty w związku ze śledztwem w sprawie tzw. seksafery w Samoobronie.
Lider Samoobrony przyjechał do prokuratury po godz. 10 w towarzystwie Janusza Maksymiuka i swojego adwokata mec. Wiesława Żurawskiego. Andrzej L. nie rozmawiał z dziennikarzami, wiozący go samochód wjechał wprost na dziedziniec prokuratury.
Maksymiuk powiedział dziennikarzom, że - jego zdaniem - Andrzej L. jest niewinny. - Zapoznałem się z dokumentami dotyczącymi tej afery i uważam, że jeśli prawo jest prawem, to L. jest wolnym człowiekiem. Nie boję się o niego - mówił. Pytany, czy nie obawia się, że Andrzej L. zostanie aresztowany, Maksymiuk powiedział, że "nie ma powodu, żeby przewodniczący przygotowywał się do pozostania w Łodzi".
Według niego, w czerwcu prokuratura twierdziła, że na tym etapie śledztwa nie ma żadnych dowodów, by postawić zarzuty Andrzejowi L. i od tego momentu - jego zdaniem - nic się nie zmieniło. Maksymiuk przyznał jednak, że "seksafera" zaszkodziła Samoobronie.
Przed prokuraturę przybył także oskarżony w "seksaferze" radny, były asystent posła Stanisława Łyżwińskiego Jacek P.
Śledztwo w sprawie tzw. seksafery w Samoobronie wszczęto w grudniu ub. roku po publikacji w "Gazecie Wyborczej". Tekst powstał na podstawie relacji Anety Krawczyk, b. radnej Samoobrony w łódzkim sejmiku i b. dyrektor biura poselskiego Łyżwińskiego. Kobieta utrzymuje, że pracę w partii dostała za usługi seksualne świadczone Łyżwińskiemu i L. Krawczyk twierdziła, że ojcem jej najmłodszego dziecka jest Łyżwiński, jednak badania DNA to wykluczyły. Test DNA wykluczył także ojcostwo Andrzeja L.
Prokuratorskie śledztwo dotyczy "żądania oraz przyjmowania korzyści osobistych o charakterze seksualnym" przez osobę pełniącą funkcję publiczną i uzależnienia od nich zatrudnienia w biurze poselskim. Przesłuchano w nim ponad 220 osób.
Dotąd zarzuty przedstawiono czterem osobom: b. asystentowi Łyżwińskiego, radnemu Samoobrony Jackowi P. (zwolnionemu już z aresztu; jego proces toczy się przed piotrkowskim sądem), b. działaczowi Samoobrony z Myślenic Franciszkowi I., b. działaczowi tej partii z Tomaszowa Maz. Pawłowi G. oraz Łyżwińskiemu, który trafił do aresztu.
Na tym ostatnim ciąży w sumie siedem zarzutów, w tym: gwałtu, przyjmowania i żądania korzyści osobistych o charakterze seksualnym, wykorzystania lub usiłowania wykorzystania seksualnego czterech kobiet, nakłaniania Krawczyk do przerwania ciąży oraz podżegania do porwania biznesmena. Były poseł nie przyznaje się do zarzucanych czynów. Grozi mu do 10 lat więzienia.
W sprawie "seksafery" toczy się jeden proces karny i już kilka procesów cywilnych. Przed piotrkowskim sądem toczy się proces o naruszenie dóbr osobistych jaki wytoczył L. Anecie Krawczyk. Zarzuca on kobiecie przekazywanie do mediów nieprawdziwych informacji, iż miał jej proponować pracę za seks i że może być on ojcem jej dziecka. Andrzej L. domaga się od kobiety przeprosin oraz 10 tys. zł zadośćuczynienia na cele charytatywne.
Przeciw liderowi Samoobrony może też ruszyć w Warszawie proces z prywatnego oskarżenia Anety Krawczyk przeciwko Andrzejowi L. w sprawie wypowiedzi lidera Samoobrony, który nazwał ją "zboczoną do potęgi", rądząc jej jednocześnie, by założyła "partię zboczonych kobiet". Kobieta uznała, że wypowiedź ta ją obraża, zniesławia i godzi w jej dobre imię. Krawczyk domaga się od L. przeprosin i 20 tys. zł nawiązki na rzecz domu dziecka.
Źródło: Onet.pl
Autor newsa: Bartosz Nitecki- bardi3
Redaktor napisał newsów: 554
Zabrania się kopiowania powyższego tekstu bez zgody autora!