Nie stać nas. Musimy zamykać szkoły - zadecydowały samorządy. Tym samym ruszyła wielka fala likwidacji placówek. Jedna już była i według raportu NIK... nie przyniosła żadnych oszczędności
W całym kraju do likwidacji wytypowano ponad 500 placówek różnego typu, zaczynając od przedszkoli, aż po szkoły wszelakiej maści. Samorządy planują zamknięcie: 43 szkół w Lubelskiem, 20 na Podlasiu, 60 w województwie dolnośląskim, 14 w Warmińsko-Mazurskim. To tylko część danych - wiele projektów jest dopiero w fazie przygotowań.
Powód? - Jest niż demograficzny, mamy mało dzieci i za gęstą sieć szkół. Niektóre z nich stoją prawie puste. Utrzymanie pochłania mnóstwo pieniędzy - przybliża Lidia Rogaś, p.o. dyrektora wydziału oświaty w szczecińskim ratuszu. - Decyzje o likwidacji nazwałabym "racjonalizowaniem wydatków". Zaoszczędzone pieniądze będziemy mogli przeznaczyć choćby na dodatkowe zajęcia dla uczniów.
Obietnice oszczędności nie przekonują rodziców. Właśnie w Szczecinie - gdzie do likwidacji mają pójść 23 szkoły i przedszkola - nie wahali się nawet podać miasta do sądu. Domagają się odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych swoich niepełnosprawnych dzieci, ponieważ likwidując szkołę, uniemożliwiono im dostęp do edukacji.
Na ich rzecz świadczy raport przeprowadzony przez NIK. Sporządzono go po tym, jak w 2004 roku na terenie całego kraju zlikwidowano 2681 placówek edukacyjnych. Wyniki kontroli były miażdżące. Okazało się że tylko w trzech ze sprawdzonych przez urząd gmin zamknięcie szkół i przedszkoli przyniosło oszczędności. Aż w 13 pozostałych nie dało to żadnego finansowego efektu. Natomiast przeprowadzona "modernizacja" odbiła się negatywnie na uczniach - znacznie wydłużyła im drogę do szkoły i czas spędzany poza domem.
- Tak lawinowego likwidowania szkół i przedszkoli jak w ostatnich latach jeszcze nie było - twierdzi Krystyna Łybacka, była minister edukacji. - Nie można tego nazwać inaczej niż bezmyślną krótkowzrocznością - dodaje. Posłanka SLD uważa, że grożą nam edukacyjne czarne dziury na mapie Polski. - Niektórym miejscowościom grozi całkowity zanik kulturotwórczości, której źródłem są szkoły i przedszkola - twierdzi.
Kuratoria uspokajają: to do nich należy ostateczna decyzja, czy szkoły przestaną istnieć. Mają ją podjąć do jutra. - Nas nie interesują względy ekonomiczne - zapewnia Janina Jakubowska z dolnośląskiego kuratorium oświaty. - Patrzymy na to, w jakich warunkach uczą się dzieci, jaki jest poziom nauczania, czy po ewentualnej likwidacji nie będą musiały za daleko dojeżdżać. Zdanie lokalnej społeczności także jest dla nas bardzo ważne - mówi.
Ale tak łatwo z samorządami nie pójdzie: - Zgodnie z prawem możemy się odwołać do ministra edukacji. Nie damy za wygraną - zapowiada Lidia Rogaś.
Autor newsa: Mariusz Zarzycki- zarzyk
Redaktor napisał newsów: 147
Zabrania się kopiowania powyższego tekstu bez zgody autora!