Nie ma dróg, nie ma stadionów. Są afery i bałagan. Polacy przestają wierzyć, że uda się zorganizować u nas Euro 2012. Jak tak dalej pójdzie, imprezę przejmą Włosi
Jeśli nie dostaniemy więcej pieniędzy i jeśli nie zmienią się przepisy, nie zbudujemy dróg przed 2012 rokiem, czyli mistrzostwami Europy w piłce nożnej - alarmują drogowcy.
- Brakuje co najmniej 35 mld zł. Nie łudźmy się, że dostaniemy je z Unii, bo nie mamy 15 proc. własnego wkładu na inwestycje - mówi prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa Wojciech Malusi.
Plan Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zakłada, że do 2013 roku w Polsce będzie 1,5 tys. km autostrad i ponad 3 tys. km dróg ekspresowych. - Przy obecnych przepisach i przeznaczonych na to kwotach to nierealne - przekonuje Malusi. Skąd wziąć pieniądze? Według OIGD na drogi trzeba przeznaczyć większą część akcyzy od paliw silnikowych. Jednak i to nie wystarczy. Oprócz pieniędzy potrzeba dobrych przepisów, np. przetargowych. - Rozstrzygnięcie przetargu na budowę drogi trwa zbyt długo - mówi Andrzej Kulikowski, wiceprezydent Izby. - Wyniki są często zaskarżane i trzeba powtarzać całą procedurę. To może trwać nawet dwa lata. W tym czasie znów drożeją usługi i materiały - narzeka.
Z drogami krucho. A stadiony? Mistrzostwa mają zostać zainaugurowane na Stadionie Narodowym. Tymczasem w miejscu, w którym ma powstać, wciąż handlują kupcy. Pod koniec czerwca firma Damis dogadała się z Centralnym Ośrodkiem Sportu w sprawie przedłużenia dzierżawy Stadionu Dziesięciolecia (to siedziba Jarmarku Europa) na kolejny miesiąc. Rozochocony prezes firmy Bogdan Tomaszewski zapowiada, że pod koniec lipca znów będzie próbował odłożyć w czasie eksmisję handlarzy, którzy ciągle grożą strajkiem. A dodać do tego trzeba, że szef Centralnego Ośrodka Sportu Krzysztof S. i jego zastępca Tadeusz M. zostali zatrzymani przez Centralne Biuro Antykorupcyjne za wzięcie łapówki. A to COS odpowiada za budowę stadionu narodowego. Wszystko to sprawiło, że Polacy zaczęli wątpić, czy nasz kraj upora się z wyzwaniem, jakim jest organizacja mistrzostw. Gdy w kwietniu instytut Pentor na zlecenie "Życia Warszawy" zapytał Polaków, czy jesteśmy w stanie zorganizować na wysokim poziomie Euro 2012, wątpiło w to 33,1 proc. ankietowanych. Kilka dni temu liczba ta wzrosła do blisko 40 proc. - Kiedy przyznano nam organizację Euro, wszyscy się cieszyli. Szkoda, że niewielu pomyślało o tym, ile to wszystko wymaga pracy - zauważa Zbigniew Boniek, który twierdził, że UEFA organizację mistrzostw powierzy Italii. Teraz nasz legendarny piłkarz nie ma jednak zamiaru wytykać niepowodzeń tym, którzy je notują. - Nie chcę niczego komentować. Jestem zwykłym kibicem, który interesuje się sprawą i bardzo chce zobaczyć mecze mistrzostw Europy w swoim kraju - zapewnia "Zibi". Historia zna już przypadki, gdy nieudolnym organizatorom odebrano wielką imprezę sportową. Mistrzostwa świata w piłce nożnej w 1986 roku (odbyły się w Meksyku) miała gościć Kolumbia. Na trzy lata przed turniejem pod rosnącą presją FIFA prezydent Belisario Betancur przyznał, że jego kraju nie stać na zorganizowanie mundialu. W 1998 roku młodzieżowych mistrzostw świata nie zorganizowała Nigeria, choć wcześniej powierzono jej to zadanie. Na nieudolności kraju z Afryki skorzystała wówczas Arabia Saudyjska. Najbliższe futbolowe mistrzostwa świata mają się odbyć w RPA. Do 2010 roku czasu coraz mniej, a w przygotowaniach są spore zaległości. Dlatego prezydent FIFA Sepp Blatter zapowiada, że jeśli afrykańscy działacze nie przyśpieszą prac, odbierze im organizację turnieju. Oby wkrótce wobec Polski i Ukrainy podobnej groźby nie musiał sformułować szef UEFA Michel Platini. Na tę myśl zacierają już ręce Włosi, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że Euro 2012 przypadło nam i Ukraińcom.
|
Autor newsa: Mariusz Zarzycki- zarzyk
Redaktor napisał newsów: 147
Zabrania się kopiowania powyższego tekstu bez zgody autora!
|
|