Podczas prezydencji Niemiec nad UE wypracowano wytyczne nowego traktatu konstytucyjnego. Czy rozpoczynająca się kadencja Portugalii doprowadzi do przyjęcia eurokonstytucji?
- Wyniki szczytu w sprawie nowego traktatu unijnego dają nadzieję na lepszą Europę, udało się uniknąć paraliżu i podziałów w Europie - oceniła wczoraj w Parlamencie Europejskim kanclerz Niemiec Angela Merkel, podsumowując niemiecką prezydencję w UE. Brukselski szczyt uznała skromnie za sukces całej zjednoczonej Europy. - Jest wielce prawdopodobne, że nowy traktat wejdzie w życie na czas, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. - dodała.
Angela Merkel ciesząc się wczoraj z kompromisu osiągniętego przez 27 państw podkreśliła, że zawsze była i jest przeciwna Europie dwóch prędkości. A takie obawy pojawiały się na szczycie, gdy państwa chcące integrować się szybciej zagroziły maruderom takim jak Polska stworzeniem superunii. - Ja takiej Europy nie chcę. Należy zawsze szukać wspólnej drogi - podsumowała Merkel. O słowach pochwały, które spłynęły na nią samą zaraz po szczycie nawet nie wspomniała.
Tymczasem większość komentatorów właśnie niemieckiej kanclerz przypisuje powodzenie szczytu. Wspomina się zwłaszcza jej zdolności negocjacyjne i upór w dążeniu do osiągnięcia oczekiwanego rezultatu.
- Trzeba przyznać, że niemiecka prezydencja sformułowała bardzo szczegółowy i precyzyjny mandat do prac Konferencji Międzyrządowej, która ma przygotować gotowy traktat - ocenia prof. Jan Barcz, ekspert prawa europejskiego. Niemcy po prostu precyzyjnie wykonali to, co sobie założyli pół roku temu. Priorytetem był dla nich traktat konstytucyjny. Aby mogły się nad nim rozpocząć prace, za punkt honoru przyjęli zaakceptowanie przez pozostałych 26 państw Unii mandatu do Konferencji Międzyrządowej. To ona ma zredagować ostateczny kształt traktatu. Prezydencja niemiecka zakończyła się sukcesem, choć była obawa, że Polska lub Wielka Brytania zawetują przygotowany mandat. Teraz odpowiedzialność za szybkie przygotowanie Konferencji Międzyrządowej spada na Portugalię.
Era portugalska
Właśnie ona przejmie 1 lipca na pół roku ster Unii. Jakie są szanse, że dokument reformujący Unię uniknie raf, które napotkał mandat przygotowany przez Niemcy? - Będziemy dążyć do przyspieszenia całego procesu. Już w październiku państwa Unii Europejskiej mogą zaaprobować traktat reformujący - poinformował premier Portugalii José Sócrates. Szef portugalskiego rządu zapowiedział również, że prace unijnej Konferencji Międzyrządowej rozpoczną się nie później niż 23 lipca. W Brukseli mają powstać dwie odrębne grupy robocze, w których skład wejdą przedstawiciele wszystkich 27 państw UE i głównych unijnych instytucji.
Ostateczny tekst traktatu zostałby wówczas zaaprobowany na szczycie UE w Lizbonie 18-19 października. Na koniec prawnicy przetłumaczą go na 23 oficjalne języki, tak by przywódcy mogli podpisać gotowy traktat na kolejnym grudniowym szczycie w Brukseli. Czy Portugalii uda się dokończyć pracę nad traktatem, skoro Niemcom szło to z takim trudem? - Portugalczycy mają doświadczenie w prowadzeniu podobnych konferencji, może im się to udać - uspokaja prof. Barcz. Jako przykład można podać portugalską prezydencję przed szczytem w Nicei w 2003 r., który wypracował system głosowania w Radzie UE. O ten system tak zażarcie ostatnio walczyła Polska.
Autor newsa: Mariusz Zarzycki- zarzyk
Redaktor napisał newsów: 147
Zabrania się kopiowania powyższego tekstu bez zgody autora!